Widziałem wczoraj film o facecie, który żeby odnaleźć córkę, po kolei strzela porywaczom w plecy, łamie im kolana, smaży prądem i kaleczy żony na oczach mężów, wszystko by przyspieszyć ich ‘zeznania’, ponieważ zostało mu bardzo mało czasu.
Jak na taki gatunek, film wyjątkowo rozrywkowy.
Patrząc po zastanych zniszczeniach, mógłbym być świadkiem niezłej masakry, gdyby tylko wydarzyła się ona przed moim domem parę godzin później, kiedy wyprowadzałbym psa, a nie obudziła mnie hukiem gdzieś tak o piątej za piętnaście.
Eh…
Za Warrenem Ellisem, pomysł na tekst do wytatuowania sobie na sercu: “Przyłóż się bardziej do reanimacji, ty leniwy skurwysynu, bo będę nawiedzał twój dom po wsze czasy!”
Jeśli przez 15 sekund nie odebrałem telefonu, to załóż, że nie mogłem lub nie chciałem tego zrobić i nie dzwoń uparcie przez 2 minuty, bo rozładowywujesz mi akumulator, chuju.
Wielce prawdopodobne, że znajduję się w światowej czołówce autorów tego typu zdjęć (ten żart (?) nie ma ukrytych znaczeń ;).
Zawsze uważałem, że Will Smith jest najgorszym aktorem świata, potem długo, długo nikt, i może ewentualnie ten koleś co hobbita Froda grał. Ale delikatnie zmieniam opinię po Hancocku, szczególnie za dwa jego teksty:
“Zaraz złamię sobie nogę na twojej dupie, kobieto” - do starszej pani gapiącej się na niego w barze oraz “Bo właśnie piłem, dziwko!” na zarzut innej, że czuć od niego alkohol.
Aha, i jeszcze za precyzyjne ostrzeżenia, czyja głowa zaraz znajdzie się w czyjej dupie - “A najgorzej będziesz miał ty, ponieważ twoja głowa znajdzie się w MOJEJ dupie.”
W ramach olimpiady, przeprowadziłem dwa testy: czy potrafię prześcignąć windę wbiegajac na szóste piętro oraz czy potrafię zeskoczyć na półpiętro przez jedenaście schodów, w ogóle ich nie dotykając i nie robiąc sobie przy tym krzywdy. Oba testy przebiegły pomyślnie.
I nie rozmawiajmy więcej o tym ;)
Niestety, polityka polska po raz kolejny przeżywa najazd hołoty, nic nie rozumiejących troglodytów, którzy zanim zrozumieją ten świat, jego mechanizmy i złożone sposoby działania na rzecz dobra, naiwnie sądzą, że oczyszczą jakąś stajnię Augiasza. Potem, zderzywszy swe głowy z murem rzeczywistej praktyki politycznej, często popadają w drugą skrajność i przeradzają się w ostatnich skurwysynów.
— Jan Prowincjusz (Krzysztof Markuszewski, zmarł miesiąc temu), “Gaduła”.
Na Przystanku Woodstock, oprócz tradycyjnego namawiania do zostania chrześcijaninem lub, do wyboru, krisznowcem, szykuje się namawianie do zostania żołnierzem i nauki mordowania. Alleluja!
Podobno papierosy drożeją, ale na paczce, którą w zaznajomionym sklepiku kupiłem za 7,20 zł, jest nadrukowana cena 7,40 zł (?). Kupiłem ponadto Lęk i Odrazę w Las Vegas, Dzinnik Palahniuka oraz Miasto Utrapienia Pilcha. A wszystko to, szukając Kamiennych Wież, których akurat nie było.
A teraz patrzcie na tą dziewczynę.
Wracam kulturalnie do domu, jakoś dwudziesta trzecia, troche mnie znosi na bok, ale ok - wszystko pod kontrolą. Widzę starszego człowieka (SC), leżącego na chodniku, a nad nim pochyla się młody chłopak (MC).
MC: Ty, wiesz gdzie jest ulica Koronna?
Ja: Co mu jest?
SC: Whieszszsz hdzieee iiiest hohonnnna?
MC: Nie wiem, leżał tak. Zatrzymałem się autem za rogiem żeby sprawdzić co z nim…
Ja: Dobra, to dawaj go, tam jest przystanek, posadzimy go, żeby się nie wjebał pod samochód żaden.
Zaprowadziliśmy go parędziesiąt metrów, z samochodu wybiega dziewczyna MC (DMC).
DMC: Co jest, kurwa, samarytaninie?
MC: Spoko, wszystko OK.
Ja: Nie wiem gdzie jest ta Koronna, mi zaraz autobus ucieknie, sadzaj go tutaj i jest git.
MC: Ale ja już po karetkę zadzwoniłem…
W oddali przejeżdża erka, kierując się do miejsca, z którego właśnie wzięliśmy SC.
Ja: Dobra, ja tam pójdę i ich tutaj nakieruję, nara.
MC: OK, bez sensu to wszystko.
Idę więc z powrotem, za róg ulicy gdzie znależliśmy SC. W oddali widzę:
1. Zaparkowaną erkę, migające światła na dachu,
2. Zaparkowany policyjny transporter, migające światła, chyba trzech z prewencji chodzi wokół,
3. Dwa skutery leżą na ulicy, dwa kolejne stoją zaparkowane na chodniku,
4. Kilku kolesi siedzi na krawężniku i trzyma się za głowy,
5. Kilku kolejnych łazi przy nich i krzyczy do telefonów,
Podchodzę więc bliżej, atmosfera, wyczuwam, nieco nerwowa. Wszyscy patrzą na chwiejącego się kolesia podbiegającego z daleka (Ja).
Ja (do kierowcy erki, KE): Przepraszam, czy panowie przyjechali na to zdarzenie do człowieka leżącego na chodniku?
Policjant 1: Nie kurwa, tu jest inne zdarzenie!
KE: Tak, właśnie do tego człowieka.
Ja: To on tam siedzi za rogiem na przystanku. Właściwie wszystko jest dobrze, tylko on jest kompletnie pijany.
KE: Pan pozwoli, że my to ocenimy…
Ja: Naturalnie, dobranoc.
KE: Dobranoc.
Policajnt 2: A gdzie jest kurwa ta NASZA erka?
I wtedy sobie poszedłem, bo mój autobus powienien już być. I rzeczywiście był.
Mniejsza o detale, ale sporym orgazmem dnia wczorajszego był Cuil. Gdzie nie spojrzysz, przynajmniej na portalach IT: “google killer”, “founded by former google employer”, “billion of quadrillion of indexed pages” itp. itd.
Dzisiaj, gdzie nie spojrzysz (wiem, trochę przesadzam), wszyscy wieszają na tym psy - co byś nie wpisał(a) (jeszcze bardziej przesadzam) - dostajesz “no results found”.
A przecież, gdyby udało im się z dnia na dzień stworzyć coś lepszego od tego, co po wieloletnich wysiłkach oferuje Google, to chłopcy i dziewczęta z Cuila byliby następnymi po niejakiej Maryi na żywca wciągniętymi do nieba. Trochę cierpliwości…