rozmowy s catem

Jun 11
Permalink

Dziasiaj w Opolu jest jubel z okazji 70-tych urodzin Ewy Demarczyk. Trudno uwierzyć, ale ona wciąż żyje.

1. Był wieczór, śpiewaliśmy pieśni. Bardzo mało jest tak wstrząsających rzeczy.

2. Skrzypek Hercowicz. Nie chce mi się szukać teraz. To jest drugi powód.

3. Wiersze wojenne. Powód trzeci. Tam gdzie Baczyński dostał kulę w klatę, jest zdaje się teraz korytarz w banku. Mogę się mylić, ale chyba niewiele.

4. I na koniec. Pan Hołdys napisał kiedyś, że będąc młodym zupełnie, miał przyjemność brać udział w oragnizacji koncertu Pani Demarczyk w Poznaniu. Ciężko to przełożyć pewnie teraz, ale powstała następująca kwestia:

Ewa: Chciałabym, żeby na scenie stanęły dwa czarne fortepiany.
Zbigniew: #%@^ (do siebie) skąd ja wezmę dwa czarne fortepiany z dnia na dzień w roku pańskim (chyba) 1980??

Ale - jeden fortepian dała Akademia Muzyczna, ale nie było drugiego. Nadludzkim wysiłkiem udało się załatwić z ambasady amerykańskiej (pamiętajcie, jest rok mniej więcej 1980) drugi fortepian - ciemno brązowy. Ogólnie wszyscy szczęśliwi ;-)

Ewa Dmarczy wchodzi na scenę, widzi tę całą prowizorkę i mówi do Hołdysa:

- Chłopcze, kiedy ja śpiewam, to wymagam pewnego zaangażowania. Nie może być tak, że ja wychodzę, a na scenie leży kloc drewna.